Francesca
-Marco,Marco obudź się!-krzyczałam próbując obudzić męża.
-Co się stało?-zapytał ziewając.
-Jestem głodna-powiedziałam ze smutną minką.
-To dlaczego nie zjesz niczego?-zapytał ze zdziwieniem.
-Nie ma tego co chciałabym zjeść- powiedziałam i założyłam ręce udając obrażoną.
-A na co masz ochotę?-zapytał mnie po chwili.
-Lody, najlepiej czekoladowe chociaż możesz wziąć wszystkie smaki.No i jeszcze ogórki, drożdżówkę z jabłkami, albo nie, weź wszystkie.No i może jeszcze chipsy i takie małe kurczaczki z sosem-powiedziałam.-Aha no i jeszcze coś do picia-dodałam i uśmiechnęłam się, a on siedział jak wryty.
-Fran, to już kolejny raz gdy chcesz coś zjeść o trzeciej w nocy-powiedział, a ja zakryłam się kołdrą i odwróciłam od niego.To przecież nie moja wina, że chce mi się jeść o tej porze.Mam swoje zachcianki.
-No, dobra już idę do sklepu-powiedział, a ja pocałowałam go namiętnie w usta.
-Jesteś kochany-powiedziałam, a on uśmiechnął się do mnie po czym wstał ubrał się i poszedł do sklepu.Ma taki swój sklep, który jest długo otwarty,a on jest w nim stałym klientem o trzeciej w nocy.
Po 15 minutach wrócił obładowany siatkami pełnymi jedzenia.Rozpakował wszystko i podał mi na tacy.Jest taki kochany i wyrozumiały.No może czasami coś marudzi, ale wiem, że zrobi dla mnie wszystko.Gdy zjadłam swój przepyszny posiłek, położyłam się spać, ale długo nie mogłam zasnąć.
-Marco śpisz?-spytałam szeptem.
-Nie, nie śpię-powiedział zaspanym głosem.
-Może wyszlibyście gdzieś z Leonem?Możecie zabrać też Fede.Ploseee-powiedziałam słodko.Naprawdę martwiłam się o Leona.Udawał, że wszystko jest w porządku, ale ja widzę jak on się męczy.Nie rozumiem jak Viola mogła go tak zranić.
-No dobrze.Zabiorę ich do jakiegoś klubu w sobotę okej?-zapytał mnie, a ja przytaknęłam głową i pocałowałam go ponownie.
Violetta
-Wracamy do Buenos Aires-rzucił mi Diego gdy wszedł do domu pijany.
-Dlaczego?-spytałam.
-A co cię to obchodzi szmato!-krzyknął i uderzył mnie.-Moja firma została tam przeniesiona-dodał spokojniej.-To co może uczcimy to jakoś?-zapytał ze swoim chytrym uśmieszkiem podchodząc do mnie.-Ale pamiętaj jeżeli piśniesz tam swoim znajomym słówko, to możesz już się pożegnać ze swoimi i ich życiem-powiedział przyciskając mnie do ściany.Zaczął mnie obmacywać po udach całując mnie przy tym.Wiedziałam, że znowu chce mnie mnie zgwałcić, bo to co robiliśmy, a właściwie on robił, bo ja tylko leżałam przykuta do łóżka nie można było nazwać seksem.Wziął mnie na ręce i rzucił na łóżko.Odpiął moje guziki od sukienki, a później zdjął mój stanik i stringi, w których kazał mi chodzić.Masował moje piersi, ale robił to tak mocno, że jęczałam z bólu.Całował mnie po całym ciele, nie protestowałam, bo wiedziałam, że i tak to nic nie da.Przez 3 godziny męczył mnie.Po skończonym (seksie) ubrał się i wyszedł z mieszkania bez słowa.Buenos Aries dlaczego akurat tam?-pytałam się.Wszyscy znajomi nienawidzą mnie tam.Jedna część mnie chciała tam wrócić, ale druga stanowczo odradzała.Co ja wszystkim powiem?Cześć rzuciłam Leona, bo jest dla mnie nikim i wybrałam Diego?Przecież to bzdura.Tak bardzo go kocham i nigdy nie pomyślałabym o rozstaniu z nim.Boję się,że zajdę z Diego w ciąże.Nie chcę tego.Nie potrafiłabym tak żyć.Kolejny raz moje dziecko byłoby zagrożone przez ojca tyrana.A gdybym znowu poroniła?Nie mogę już tak dłużej żyć.Czasem myślę o odejściu z tego świata.Może to wcale nie byłby taki głupi pomysł.Z resztą i tak nie mam dla kogo żyć więc po co się męczyć?
Leon
-Siema stary!-krzyknąłem na widok kumpla w progu moich drzwi.-Najpierw twoja żona, teraz ty-zaśmiałem się.-Więc co cię sprowadza?-spytałem Marco.
-Może wyskoczysz ze mną i Fede do klubu w sobotę-zadał mi pytanie.
-Średnio mi się chce-odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-Stary proszę cię, Fran mnie zabije jeżeli z nami nie pójdziesz-błagał mnie.
-Nooo,no dobra pójdę z wami-powiedziałem, bo wiedziałem, że z naszą kochaną Francescą nie ma żartów.
-Dzięki-powiedział z ulgą Marco.
-No to, o której mam się zjawić?-spytałem.
-O 18 pod naszym ulubionym klubem okej?-zapytał.
-Umowa stoi-zaśmiałem się.
-Sory, ale spieszę się więc-dodałem.
-Nie ma sprawy, nara-powiedział i wyszedł.
Ja również ubrałem się i wyszedłem do wypożyczalni filmów.Chciałem coś obejrzeć dziś wieczorem.
Dojście zajęło mi jakieś 20 minut.Wszedłem i ruszyłem w kierunku horrorów.Cholera!Nie ma mojego ulubionego.Zauważyłem stojącą tyłem do mnie blondynkę z moim ulubionym filmem w ręku.
-Przepraszam-zwróciłem się do niej, a ona odwróciła się.
Była piękna.
-Tak?-spytała po chwili.Dopiero teraz zauważyłem, że gapię się na nią jakieś 2 minuty.
-Czy wypożycza pani ten film?-zapytałem.
-Miałam zamiar, ale teraz wpadłam na pomysł, że moglibyśmy obejrzeć go razem-powiedziała i uśmiechnęła się uroczo.-Jeśli oczywiście można-dodała.
-Jasne, z wielką chęcią-powiedziałem bez zastanowienia.Nie wiem co się ze mną dzieję.Nigdy bym się nie zgodził, ale miała w sobie coś wyjątkowego.
-No to chodźmy,a tak właściwie jestem Kathy-powiedziała wyciągając dłoń.
-Leon-powiedziałem i uścisnąłem jej dłoń.Gdy po 20 minutach dotarliśmy do mojego domu zrobiłem popcorn i nalałem coli do kubków.
-Proszę-powiedziałem podając Kathy napój.
-Dziękuję-odpowiedziała odbierając ode mnie napój.Usiadłem obok niej i włączyłem film.
-Opowiedz mi coś o sobie-poprosiła mnie w pewnym momencie, a ja opowiedziałem jej całą historię o Violettcie.
-Przykro mi-powiedziała ze smutkiem.
-To nic takiego-powiedziałem.
Znowu zajęliśmy się oglądaniem filmu.
Gdy nadszedł straszny moment wtuliła swoją małą twarz w mój tors.Ja przytuliłem ją do siebie.
-Nie bój się, to tylko film-powiedziałem.
-Przepraszam po prostu przestraszyłam się-powiedziała.
-Nic się nie stało-odpowiedziałem uśmiechając się,a ona jeszcze bardziej wtuliła się w mój tors.Gdy nasze spojrzenia się spotkały,zacząłem się do niej przybliżać.Najpierw delikatnie musnąłem jej usta, a potem namiętnie ją pocałowałem.Oddała pocałunek, a ja zacząłem ściągać jej spodnie.Całowałem ją po szyi, a ona jęczała z rozkoszy.Ściągnęła ze mnie t-shirt, a po chwili rozpiąłem jej włosy i zdjąłem koszulkę.Przycisnąłem ją do ściany i zacząłem dotykać jej ud.Jest taka piękna.Nie czekaj. Nie mogę tego zrobić.
-Przepraszam, ale ja nie mogę-powiedziałem po czym spuściłem głowę w dół.
-Ty nadal ją kochasz?-spytała.A ja ponownie spuściłem głowę w dół.-Szczęściara z niej.Nie wiem jak mogła zostawić takiego boskiego faceta-dodała,a ja okryłem ją kocem
-Jesteś piękna i na pewno kogoś znajdziesz, ale to niestety nie będę ja-powiedziałem, a ona uroczo się uśmiechnęła.
-Jesteś najsłodszym facetem jakiego dotąd spotkałam-powiedziała, a ja uśmiechnąłem się do niej.-Jestem pewna, że będzie chciała do ciebie jeszcze wrócić-powiedziała.
-Nawet nie wiem gdzie ona jest-odpowiedziałem niemal szeptem, a ona zaczęła się ubierać.Gdy już wychodziła przystanęła na przeciwko mnie, pocałowała mnie w policzek i już miała wychodzić gdy nagle powiedziała:
-Masz mój mój numer-powiedziała podając mi małą karteczkę z cyferkami, a ja zrobiłem zdziwioną minę.
-No przecież chcę być zaproszona na wasze wesele-powiedziała, zaśmiała się i wyszła.Ja ubrałem koszulkę i opadłem na kanapę.Dlaczego nie mogę być szczęśliwy z kimś innym?Violetta pewnie planuje już ślub z Diego, a po ich domu biega mały szkrab.Nienawidzę Diego.Gdybym go zobaczył najchętniej przywaliłbym mu w ryj.Ciekawe czy ona czasem myśli o mnie?
6 lat wcześniej
-Co to?-zapytała urocza szatynka trzymając w ręku małe pudełeczko.
-To z okazji naszej dwu miesięcznicy.No i żebyś nigdy o mnie nie zapomniała-zaśmiałem się.-Otwórz-powiedziałem, a ona otworzyła pudełeczko.
-Jest przepiękny!-krzyknęła na widok naszyjnika z literką L w serduszku.-Dziękuję-powiedziała i pocałowała mnie w usta.
-Mogę?-zapytałem wskazując na naszyjnik.Nic nie powiedziała tylko przytaknęła głową z uśmiechem.Wziąłem naszyjnik i delikatnie zapiąłem go na szyi mojej ukochanej.
-Wiesz, że cię kocham najbardziej na świecie?-spytała.
-Ja ciebie bardziej-zacząłem się z nią droczyć.
-Nie!-krzyknęła.
-Tak-powiedziałem i tak zaczęła się nasza mała sprzeczka o bardzo ważną sprawę.
Na samą myśl o tym chce mi się płakać.Wiem, że niby faceci nie płaczą, ale przecież ja nie jestem z kamienia.Też mam uczucia.Pewnie już go wyrzuciła, bo nic dla niej nie znaczy.Po co jej takie badziewie?
Muszę zacząć żyć bez niej.Muszę ruszyć dalej.Tylko czy będę umiał?
Violetta
-Nie spiesz się-powiedziałam niedosłyszalnie do Diego, który wychodził właśnie na spotkanie biznesowe.
Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka.Nie mogłam zasnąć.Zaświeciłam lampkę nocną i podeszłam do okna.Usiadłam na fotelu i zaczęłam rozglądać się po sypialni.Moją uwagę przykuło pudełko z moimi rzeczami, które zabrałam z Buenos Aires.Chowam je tak żeby Diego nie zauważył.Podeszłam wzięłam pudełko i ponownie usiadłam.Otworzyłam je i zaczęłam przeglądać jego zawartość.Po chwili natknęłam się na małe, niebieskie pudełeczko.Lekko otworzyłam je i wyjęłam z niego naszyjnik z literką L w serduszku.
-Tęsknię-powiedziałam, a po moim policzku spłynęła słona łza.
_________________________________________________________________________________
Przepraszam,przepraszam,przepraszam za to, że tak długo nie było rozdziału.
Wiem ten rozdział jest do bani!
Ale już mam napisane spotkanie Leonetty! :D
Nie wytrzymałam i napisałam go wcześniej.
Mam mało komentarzy,ale mi to nie przeszkadza :D
Mam moją wierną fankę! :D
Mgda Piątkowska dziękuję, że komentujesz.
Nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
Pozdrawiam wszystkich!
I życzę miłego (mam nadzieję) czytania! :D

